01 październik 1979 r. to data rozpoczęcia przeze mnie  pracy jako lekarza weterynarii. Na staż  zostałem zatrudniony w lecznicy w Gorlicach. Personel w/w zakładu to troje lekarzy/ w tym jedna koleżanka –starsza o  kilka lat/ , dwóch techników , dwóch kierowców ,pracownik administracyjny /sekretarka/ i  sprzątaczka –wszyscy sympatyczni. Bez zbędnych ceregieli dostałem dwa kwitariusze-kredytowy i gotówkowy z poinstruowaniem do czego służą ,wskazanie gdzie jest apteka i do roboty. Do jednego z obowiązków należało udzielanie w lecznicy porad  z wydawaniem /sprzedażą/ leków . Były to drobne problemy nie wymagające wizyty lekarskiej. Codziennie rano ustawiał się ogonek klientów , którzy potrzebowali to maści na żółwia u krowy , leku na biegunkę-czerwoną lub białą u kur,  poratowania gdy te kury dziobią się  do krwi , leków na robaki dla wieprzków , słabszego apetytu krowy, świądu zadu, parcha w uszach królików ,kulawizny konia i jeszcze tysiąca innych powodów. Trzeba było wysłuchać argumentacji i wykoncypować co na każde dictum miało by pomóc. W zasadzie nudna procedura powiązana ze spacerami do apteki po wydumany lek. Ale trafiały się prawdziwe rodzynki.

Młody doktor zawsze w czystym ,odprasowanym przez panią Zosię białym fartuchu musiał ,przynajmniej w jego mniemaniu, wzbudzać zaufanie. Ale do rzeczy…. . Któregoś dnia kolejka jak co dzień, ale moje zainteresowania wzbudza starsza pani przepuszczająca stojących za nią interesantów. Gdy w końcu zostajemy sami pani prawie z desperacją podchodzi i na moje  w czym mogę pani pomóc , jednym tchem recytuje ostrym donośnym szeptem.  Panie doktorze , wczoraj była u mojej krowy Krasuli pani doktor  . I ta pani doktor powiedziała ,że moja Krasula to kurwa. Przecież to niemożliwe bo ona jest u mnie od cielaka i wiem na pewno ,że to nie może być prawdą. Ja to po prostu wiem bezspornie –  od pięciu lat nie wychodziła z gospodarstwa, jest posłuszna i wcześniej nie mogła wstać  po porodzie i był doktor i dawał jej kroplówkę, zawsze była grzeczna i doktor mówił ,że to dobra krowa i trzeba jej pomagać. Jak ta pani doktor mogła tak powiedzieć –  ze łzami w oczach zakończyła .

Usłyszałem jak drzwi od dyżurki lekarskiej zamykają się dyskretnie , a pani sekretarka obracając oczami na bezdechu wychodzi do toalety.

Trochę się zawiesiłem.

Cóż z tym począć ?.

Proszę Pani, na pewno nie zrozumiała pani to co mówiła pani doktor zacząłem.

Niemożliwe  – przecież nie jestem głucha.

W jakiej sytuacji wystąpił ten nieprzyjemny fakt?.

Ano , jak ta pani macała wymię i chciała zdoić mleko , bo Krasula  miała zapalenie wymienia  i Krasula podniosła nogę i odepchnęła ją na ścianę , a ona upadła. A ja mówiłam ,że doję zawsze sama i nigdy Krasula niczego mi nigdy nie zrobiła i mówiłam ,że sama zdoję  , ale ta pani się uparła że zrobi to sama i  do tego doiła Krasulę z tej drugiej strony , bo ja doję ja z lewej strony.

Myślę  – jestem w domu….   !

Szanowna Pani . Pani doktor wcale nie mówiła tego o czym Pani myśli do krowy .  Pani doktor musiała sama zbadać krowę i pewnikiem zdenerwował ją fakt ,że pani nie posłuchała – stąd taka reakcja. To jest bardzo dobry i doświadczony lekarz . Każdy z nas potrafi w takiej sytuacji gdy nam coś nie idzie po naszej myśli  całkiem bezmyślnie i spontanicznie np. zakląć.

A jak sie ma  Krasula dzisiaj ?.

Bogu dzięki dużo lepiej .  Je lepiej ,ćwiartka już nie taka twarda, mleka w niej trochę więcej, mam jeszcze na dzisiaj i na jutro takie strzykawki co mam dać do tego cycka  na noc jak wydoję , tylko nie mogę używać mleka z całego wymienia przez tydzień.

No widzi Pani ,że wszystko ma się ku dobremu i na pewno Pani doktor nie mówiła tego o Krasuli – bo to przecież dobra krowa.

Wie pan , ma pan rację  – czasem  jak mnie coś zdenerwuje to i cholera mi się wyrwie. Dziękuję. Ma pan rację Krasula to dobra krowa.

I poszła .

Otwierają się drzwi dyżurki, wraca pani Władzia – sekretarka. Doktory się śmieją , zainteresowana zniknęła w aptece, a pani Władzia – uświadamia mnie szeptem  , te  „wiązanki „to wcale nierzadkie występy dr Oli.

Ale taki świat . Niech wystąpi choćby jeden ,któremu nie  zdarzyło się kiedyś  dosadnie zakląć . A tak na marginesie  – kurwa / curvatura / – to przecież  tylko krzywizna  !!.

      Jerzy Harmata