KLUB SENIORA LEKARZY WETERYNARII
woj. Małopolskiego
Aktualności Klubu Seniora
Galeria Klubu Seniora
Opowiadania lekarzy weterynarii z życia zawodowego
Wyalienowanie
Bywa, że pada deszcz, gołymi gałęziami targa porywisty wiatr. Barowa pogoda, właśnie ona skłania do takich myśli, bo życie jest trywialne. Ginie rozdział między bytem i niebytem, brudem i czystością, z potem na skroniach przeplata się pusty śmiech. Dla jednych to dzień powszedni, dla innych egzotyka, surrealizm. To, co opisałem poniżej stanowi typowy przypadek „męki reportera”, bełkot przeznaczony do kosza.
Kto to widział, żeby w kurorcie po niebie latały sobie jakieś głupie sowy! Straszna rodzinka z… Ciechocinka!
Jasny gwint! Znowu mnie nie było w lecznicy! A stała się rzecz straszna! Ale zacznijmy od początku… W naszym kurorcie, zgodnie z pradawnymi przekazami, gdzieś na dzwonnicy kościoła, urzęduje sowia rodzinka. Żyje ona sobie w pełnej harmonii ze wszystkimi statecznymi mieszkańcami grodu. A stateczni mieszkańcy, to – zdaniem sów – tacy, co wieczorem nie szwendają się niepotrzebnie po skwerach.
O Baśce, co wargą ruszała
– Malinowski, z Rudaka. – Szczerbiak, z Czerniewic. – Pan jest weterynarzem? – Lekarzem weterynarii. – Znaczy: weterynarz! – No! – odparłem, jak zwykle w takim wypadku – ni to po polsku, ni to po angielsku. – Rozumiem, że doszliśmy do porozumienia w tym zakresie. Czy leczy pan konie? – Owszem – tym razem z niejaką uwagą spojrzałem na gościa,
Jeśli doktor nie zabierze banknotu, nie wypuszczę z izby… Honorowy staruszek z Korei
W latach osiemdziesiątych minionego stulecia zdarzały się chwile niezwykłe, dla których trud włożony w pracę, jaką przychodziło nam, terenowcom, wykonywać, wspominamy dziś z przyjemnością. Takie momenty mobilizowały do dalszego działania. Pilica leży na Szlaku Orlich Gniazd. Geograficznie tereny te nazywamy Wyżyną Krakowsko-Częstochowską lub Jurą Krakowsko-Częstochowską. Jura to teren bogaty w spore wzniesienia oraz przeurocze doliny, wąwozy, jary. Nie brakuje
Niecodzienny przypadek niesienia pomocy.
Pracując po studiach w PZLZ przez ok. osiem lat, postanowiliśmy wraz z żoną upiększyć odziedziczony przez nią dom, w którym zamieszkaliśmy. Szef firmy, której zleciłem odnowienie elewacji domu, zwierzył mi się ze swoich rodzinnych problemów. U jego ośmioletniego syna zdiagnozowano białaczkę. Pewnego dnia zrozpaczony, bezradny pan Zdzisław, ojciec śmiertelnie chorego dziecka, poprosił mnie o przysługę. Po nieudanych, licznie podejmowanych
Ratujmy weterynarię!
W pierwszym szeregu obrońców naszego zawodu – jak wynika z doniesień mediów – stanęli doktorzy Kołodziej i Leonkiewicz. Ich zdaniem, najbardziej korupcjogennym czynnikiem są niesprawiedliwe wynagrodzenia. Jeden zarabia więcej, inny mniej. Skandal ! A podobno wyrośliśmy już z socjalizmu, każdy sam sobie rzepkę skrobie. Niemniej Główny Inspektorat stara się zadbać, żeby każdy, niezależnie od tego, ile się naskrobie –
I jak tu ganić stan wojenny? Kto kombinuje, ten… jedzie!
W okresie stanu wojennego każdy obywatel otrzymywał comiesięczny przydział na zakup niezbędnych artykułów. Pobierane w gminie karteluszki zawierały kupony, które sprzedawca wycinał i zabierał, wydając zakupione artykuły pierwszej potrzeby – cukier, masło, mięso, olej itp. W zestawie reglamentowanych artykułów nie zabrakło również używek w postaci papierosów oraz alkoholu. Reglamentacji podlegało również paliwo. I pomyśleć, że to wszystko zaplanowano
Kombatanci
Stan wojenny w zasadzie wybitnie nie służył konsumpcji napojów wyskokowych w zakładach pracy. Są jednak okoliczności zmuszające do takich niepraworządnych działań. Jest to tak zwana siła wyższa. Przykładem okoliczności zmuszających do obchodzenia prawa mogą być imprezy organizowane przez Stanisława. Impreza musiała się odbyć niedługo po ogłoszeniu stanu wojennego, w okresie obowiązywania najsroższych rygorów, wszędzie mógł się wtedy czaić wywrotowiec z
Jak weterynarz z weterynarzem
Z Ziutkiem nie spotykamy się codziennie. Jednak, gdy obaj mamy wolną chwilę – lubimy powspominać stare czasy. Jechałem przez Aleksandrów Kujawski do domu, gdy usłyszałem przeraźliwy gwizd! Ziutek stał przed swoją bramą i machał ręką, żebym się zatrzymał. – Cześć! Dokąd się tak śpieszysz? – Wracam do domu. – A co, dzieci płaczą? – Już nie! – To chodź na
Zanim zostaliśmy lekarzami. Ćwiczenia czynią mistrza
Prosektoria mieszczą się w piwnicach Collegium Veterinarium. Obszerny, oświetlony wyłącznie jarzeniówkami korytarz, pełen tablic przedstawiających szkielety lub mięśnie zwierząt. I ten zapach. Charakterystyczny zapach eksponatów, moczonych w formalinie. Białe drzwi z nieprzezroczystym szkłem ornamentowym, a za nimi – prosektorium pełne studentów. Cała sala pracuje. Sześć stołów, szczelnie obsadzonych studentami, inteligentnie milczy, obserwując wystraszonym wzrokiem oskórowane zwłoki lisów. Żeby tylko
O miłości… do zawodu
Około miesiąca temu pojechałem do Bydgoszczy na otwarcie Media Markt-u. Kolejka była jak za dawnych, dawnych czasów. No, może z pewną drobną różnicą. Jak stałem przez trzy dni po meble, w Aleksandrowie Kujawskim w bodajże osiemdziesiątym roku ubiegłego wieku – wtedy była lepsza organizacja. Komitet kolejkowy z wykazem tych, co doszli do kolejki i tych, co odpadli za nieobecność o
Wykwintne smakołyki, serwowane władzy ludowej, mogły być dla niej mocno podejrzane Zamach przy użyciu… sera pleśniowego
W okresie stanu wojennego, który władza ogłosiła 13 grudnia 1981 roku, służby gminne, w tym nasz PZLZ, przymuszone zostały do pełnienia całodobowej służby. W wydzielonym pokoiku dawnego szkolnego internatu jednemu z członków załogi PZLZ przyszło dyżurować w godzinach popołudniowych, nocnych, również w niedziele i święta. Słowem – zostaliśmy zobowiązani do czuwania nad porządkiem publicznym w całej Gminie Pilica. Do