KLUB SENIORA LEKARZY WETERYNARII
woj. Małopolskiego
Aktualności Klubu Seniora
Komunikat
Koleżanki i Koledzy, Lekarze Weterynarii – Seniorzy Małopolscy! W dniu wczorajszym otrzymałem informację od Kol. Seniorów Lek. Wet. z województwa Śląskiego o organizowanym w dniu
Galeria Klubu Seniora
Opowiadania lekarzy weterynarii z życia zawodowego
Mądrość zwierzęcia jest niesamowita
„Kiza” to ratlerek, psina bardzo agresywna, nieprzewidywalna. Wzrok zawsze czujny. Tylko opiekunowi pozwalała na wszystko. Natomiast domownicy to była hierarchia. Pani domu, w związku z tym, że dawała mu jeść, mogła dużo. Ale dostęp do Kizy był ograniczony. Np. żeby Kizę pogłaskać, musiała wyrazić na to zgodę. Jeżeli jej nie pasowało głaskanie w danej chwili, to szczerzyła zęby. Dzieci miały
Stracił swego najlepszego przyjaciela, bo nie wiedział, że… Z psem się nie pije
Zawsze zadbany, elegancki, powiedziałbym nawet: nadążający za modą, pan w wieku ok. 60 lat. Bardzo dbający o swojego siedmioletniego psa. Rasy trudnej do określenia. Zawsze wyraźnie czuć było od niego alkohol, a że jestem niepijący, wyczuwałem to podwójnie. Mimo stanu wyraźnie wskazującego, że jest „pod wpływem”, zawsze mówił wyraźnie, z poprawną dykcją i nienaganną polszczyzną. Postawa zawsze wyprostowana, żadnego
O miłości…do zawodu
Około miesiąc temu pojechałem do Bydgoszczy na otwarcie Media Markt-u. Kolejka była jak za dawnych, dawnych czasów. No, może z pewną drobną różnicą. Jak stałem przez trzy dni po meble, w Aleksandrowie Kujawskim w bodajże osiemdziesiątym roku ubiegłego wieku – wtedy była lepsza organizacja. Komitet kolejkowy z wykazem tych, co doszli do kolejki i tych, co odpadli za nieobecność o
Urok pracy na Podhalu
Niedziela, styczeń, zima, minus 15 stopni, śniegu po kolana. Dyżur w lecznicy w Nowym Targu. Wyjazdów do zwierząt gospodarskich dużo. Priorytetem na Podhalu zawsze były konie. Trzech lekarzy weterynarii i dwóch techników weterynarii, w tym ja, jako technik, oraz dwóch kierowców i sekretarka nie mamy czasu, aby coś zjeść. Od sześciu godzin zapisane zgłoszenie do porodu u krowy, cały
Zburzył staruszkowi ścianę stajni, po czym oskarżył go, że… utrzymuje konia w niehumanitarnych warunkach – Sąsiad sąsiadowi wilkiem
W pierwszych latach tego stulecia, kiedy jeszcze nie obowiązywały w naszym kraju rygorystyczne przepisy dotyczące, ogólnie rzecz biorąc, dobrostanu, jaki należy zapewnić utrzymywanym w gospodarstwie zwierzętom, co bardziej światli obywatele wyszukiwali w przyszłych przepisach sposobu na pozbycie się zwierząt z terenów miejskich. Wiadomo że niegdyś, nawet w wielkich aglomeracjach miast, utrzymywano przecież konie potrzebne do transportu towarów (dostawa opału,
Z dala od cywilizacji
Rok 1986, drugi rok mojej pracy. Zostaję kierownikiem PZLZ w Brąszewicach, w województwie sieradzkim. Koniec świata, zadupie, mała gmina, wciśnięta w lasy na granicy z Wielkopolską, 30 km od metropolii, czyli Sieradza. Trochę zapomniana gmina i małe przysiółki, gdzie prąd doprowadzono w latach 60., a drogę asfaltową w 70. Ta cywilizowana izolacja odbiła się bardzo na mentalności ludności tubylczej,
Psem zajmiemy się później. Najpierw panią trzeba leczyć!
Młoda para przyjechała na konsultację i ewentualny zabieg ortopedyczny u psa. Przywieźli ze sobą zdjęcia RTG. Jednak jakość zdjęć jak i sposób ułożenia pacjenta nie do końca mnie zadowalały. Młody był bardzo grubiańsko (wręcz chamsko) nastawiony do całej sytuacji. Po zaproponowaniu wykonania ponownych zdjęć RTG i prośbie, żeby poszedł ze mną celem wykonania zdjęć, (starałem się nie angażować właścicieli
Po pijaku nie podchodzi się do psa
Dyżur w Boże Narodzenie. Zimno, cisza, zero pacjentów. Popijając herbatę, zastanawiałem się, czy w ogóle jacyś się zgłoszą. Słuchając przyciszonych kolęd, z nudów robiłem przegląd leków w szafie. I nagle wpada tornado. Kobita, którą pierwszy raz widzę, a powiem nieskromnie – mam bardzo dobrą pamięć wzrokową: krzyczy, że przeze mnie jej mąż leży w szpitalu. Mówię: – Niech
Ja najlepiej wiem, ile nerwów i stresu kosztował mnie ten zabieg. Panie doktorze, lwica rodzi…
Poznań, jesienna, dyżurna sobotnia noc. Dochodzi 12 w nocy. Deszcz bębni po dachu, nie daje spać. Nagle telefon od sekretarki: z ogrodu zoologicznego chcą rozmawiać. Proszę połączyć. – Panie doktorze, lwica rodzi, są problemy. – Od kiedy rodzi? – Od rana. – Nie rozumiem. Macie swojego lekarza do 16. I nie rozwiązał problemu? – Gdy
Historia ta na pewno potoczyłaby się inaczej, gdyby nie mój „guru”, prof. Zygmunt Wrona. Suczka i piesek w jednym
Yorkshire terier, suczka sześciomiesięczna, przyjechała na konsultację. Od czasu zakupu (a została zakupiona w wieku dwóch miesięcy) podczas oddawania moczu cały czas obsikuje sobie uda po wewnętrznej stronie. Opiekunka załamana, ponieważ za każdym razem po sikaniu musi swoją milusińską myć. Była u kilku lekarzy, diagnozy były różne, ale leczenie zupełnie nieskuteczne. Po przeprowadzeniu dokładnego wywiadu przystąpiłem do badania klinicznego.
Jak jamnika przerobić na prosiaka. I odwrotnie…
Panie doktorze, moja Księżniczka nie chce jeść szynki, polędwiczki, nawet baleronu, który uwielbia – powiedziała kobieta, wchodząc do gabinetu. – A gdzie jest Księżniczka? – zapytałem. – Zaraz przyjdę razem z nią, ale czy doktor nas przyjmie? – Tak, przyjmę. Była godzina dwudziesta, późna jesień. Stan wojenny. Myślę sobie: co za indywiduum…Ja dostaję kartki na jedzenie dla moich dzieci.
Walka o fonendoskop
Pół roku po stażu. A ja używam swojego fonendoskopu, który kupiłem i używałem podczas studiów. W lecznicy, w której pracowałem, leczenie zwierząt odbywało się z „za biurka”. Bez termometru, bez fonendoskopu, bez młoteczka opukowego. Krótki (a nawet bardzo krótki) wywiad – i już była diagnoza. Co prawda, leków było „pięć na krzyż”, a z góry wiadomo, jaka jest diagnoza. Diagnozowano