KLUB SENIORA LEKARZY WETERYNARII
woj. Małopolskiego
Aktualności Klubu Seniora
Galeria Klubu Seniora
Opowiadania lekarzy weterynarii z życia zawodowego
Jak się nie będziesz uczył, to zostaniesz jak ci panowie – weterynarzem…
Odbywałem staż jako student czwartego roku w Klinice Chorób Wewnętrznych w Lublinie. Wraz z lekarzem klinicznym pojechałem na wezwanie do krowy z zatrzymanym łożyskiem. Na miejscu zastaliśmy jednorodzinny dom z obszernym podwórkiem i podniszczoną oborą bez oświetlenia. Była wczesna wiosna, dość chłodno, padał deszcz. Na podwórko były rozłożone deski, by zapewnić dojście do obory bez taplania się w błocie.
Kontrola pod kontrolą
Kilka lat po akcesji Polski do UE Bruksela, za pośrednictwem naszych organów kontrolnych, postanowiła sprawdzić, czy deklarowane przez Polskę przepisy, respektujące unijne dyrektywy, zostały w pełni wdrożone. Mój inspektorat został wytypowany do kontroli realizacji zadania Inspekcji Weterynaryjnej w zakresie nadzoru w powiecie olkuskim. Zadaniem przybyłej z krakowskiej delegatury NIK inspektorki było sprawdzenie naszych protokołów z kontroli gospodarstw utrzymujących zwierzęta, postępowania
Uparto franca nie chce wstać
Gdy kończyliśmy upragnione studia weterynaryjne, asystenci klinicyści często, w formie żartów, życzyli nam, aby po pójściu do pracy terenowej, jako pierwsze przypadki, trafiły nam się różyca u świń, zaleganie poporodowe u krowy i kolka u konia. Przypadki bardzo czytelne do rozpoznania, leczone klasycznymi sposobami i przynoszące spektakularne efekty. W ten sposób szybko można było zdobywać uznanie u rolników, budować potrzebny
Krowa się ocieliła. A gdzie cielę?!
Któregoś ranka do naszej lecznicy z jedynego telefonu we wsi, zainstalowanego u sołtysa, zadzwoniła gospodyni z miejscowości Sławniów, leżącej przy drodze Pilica – Żarnowiec, uskarżając się na dziwne zachowanie jednej z utrzymywanych w gospodarstwie kilkunastu krów. Żaliła się, że jedna z krasul od dwóch dni ciągle ryczy, jest niespokojna, niewiele je, a jej wymię jest mocno obrzękłe i bolesne.
Bez koła nie pojedziesz
Zaraz po studiach, bezpośrednio po odbyciu stażu rozpisanego przez WZWet. w Katowicach, udałem się do pracy w PZLZ w Pilicy. Pamiętam ten dzień – było to 8 maja 1980 r. Do pracy pojechałem świeżo zakupionym moim pierwszym samochodem marki Wartburg (tzw. przejściówka). Jak przystało na świeżo upieczonego lekarza weterynarii, nie śmierdzącego groszem, zmuszony byłem do zakupu samochodu na rynku
Nocny alarm.
Obudzony światłem nocnej lampki zdążyłem usłyszeć tylko koniec rozmowy.– Tak, rozumiem, krowa mocno wzdęta, pokłada się na ziemi. Mąż zaraz do pana przyjedzie – oświadczyła Mariolka, odkładając słuchawkę. – Która godzina? – Pół do czwartej. Masz wszystko, co trzeba? – Nie, po drodze muszę wpaść do Ciechocinka po leki. To, co mam w samochodzie, może nie wystarczyć
„Ludzki” doktor zszedł na psy
W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia pełniłem funkcję Rejonowego Lekarza Weterynarii. Ówczesny rejonowy lekarz piastował funkcję zbliżoną do, powołanego do życia w 1999 r., Powiatowego Lekarza Weterynarii. Do zadań tego organu władzy szczebla rejonowego – rejonowego lekarza weterynarii – należało między innymi organizowanie badań oraz ochronnych szczepień profilaktycznych zwierząt w kierunku chorób zakaźnych zwierząt, zwalczanych z urzędu. Pośród zadań, jakie
Jak zostałem wpuszczony w rumianek
Najważniejsze, że mamuśka odzyskała mleko… Będąc na niedzielnym dyżurze w lecznicy powiatowej w Gryficach, przyjąłem zgłoszenie do maciory, która przestała karmić po porodzie. Miejscowość nazywała się Dziadowo. Przygotowałem torbę z lekami i pojazdem Syrena 105 L pomknąłem na ratunek. Gdy dotarłem pod wskazany adres, klaksonem oznajmiłem swoją obecność. Pod masywną bramą wjazdową pojawiła się gospodyni (też słusznych
Moja największa kompromitacja weterynaryjna
Brzemienne skutki baciarki „Nie zno zycio, fto nie bywoł na baciarce!” – nucili młodzi górale, parafrazując popularną piosenkę rezerwistów Marynarki Wojennej. Na barciarce bywałem, więc życia nieco liznąłem. Jedną z moich baciarek zapamiętałem szczególnie – skończyła się kompletną kompromitacją weterynaryjną. Co to jest baciarka? Dla współczesnych kawalerów z Podhala to termin historyczny – ich dziadkowie czy nawet ojcowie telefonów
Uratował mnie… kęs kiełbasy!
W latach dziewięćdziesiątych, zaraz po prywatyzacji zawodu lekarza weterynarii, kiedy postanowiłem odejść z lecznictwa na rzecz państwowej służby weterynaryjnej, prowadziłem jednoosobową działalność gospodarczą o nazwie Usługi Weterynaryjne. Jedenaście lat pracy w jednej gminie zaowocowało tym, że po odejściu do pracy w OT WZWet w Olkuszu nadal napływały do mnie zgłoszenia z terenu gminy Pilica, gdzie najprawdopodobniej rolnicy wysoko sobie
Gazeta „kupiła” wersję pana Henia i napisała…O tych, co łapią i zjadają łabędzie
Pewnego letniego dnia miejscowy miłośnik zwierząt zgłosił się do mojego gabinetu z workiem pod pazuchą. Z worka wyciągnął młodego łabędzia, któremu z dzioba wystawała, gruba jak palec, żyłka, długości około pół metra. Wyglądało to groźnie. Pan Henio, bardzo wzburzony, stwierdził, że, według niego, to miejscowi menele polują na młode łabędzie, które traktują jako zakąskę lub sprzedają, jako … mięso
Odłożone śniadanie świąteczne
Bo krasule były pod wpływem… Wielka Niedziela. Szykujemy się do świątecznego śniadania, kiedy przybiega dojarka z pobliskiej obory, alarmując, że leży kilka krów i nie można ich zgonić, a kilka innych dziwnie się zachowuje. Poważna sprawa, śniadanie może poczekać. Obora niewielka, na 100 sztuk, 500 metrów od domu, więc błyskawicznie jestem na miejscu. Sytuacja wygląda poważnie. Już nie kilka,