KLUB SENIORA LEKARZY WETERYNARII
woj. Małopolskiego
Aktualności Klubu Seniora
Komunikat
Koleżanki i Koledzy, Lekarze Weterynarii – Seniorzy Małopolscy! W dniu wczorajszym otrzymałem informację od Kol. Seniorów Lek. Wet. z województwa Śląskiego o organizowanym w dniu
Galeria Klubu Seniora
Opowiadania lekarzy weterynarii z życia zawodowego
Historia z jednego indeksu , która kołem się toczy
Poszukując potrzebnego mi akurat dokumentu zacząłem zaglądać do pudeł i szuflad gdzie składowane były takowe rzeczy. Diabeł przykrył ogonem ten papier , ale na samym dole pudła znalazłem coś co spowodowało ,że przestał on być przez dłuższą chwilę ważny . Otworzyłem znaleziska i prawie w jednej chwili czas cofnął się o kilkadziesiąt lat. Pamiętanie tak odległego czasu podobno jest oznaką
Starość czyli zaawansowany wiek pacjenta to nie zawsze koszmar.
Teraz gdy czupryna siwa i coraz mniej takich miejsc ciała , które nie bolą lub nie bolały, postanowiłem przywołać przykłady pacjentów jacy przewinęli się przez moje ręce ,a byli naprawdę starzy. Ich zegar biologiczny nieubłaganie także tyka , ale w odróżnieniu od nas duży wpływ na ich losy mają ich właściciele. Często niezwykle trudno jest jednoznacznie ocenić jak mogli oni
Dobrze jest kontrolować to co się mówi bo…
01 październik 1979 r. to data rozpoczęcia przeze mnie pracy jako lekarza weterynarii. Na staż zostałem zatrudniony w lecznicy w Gorlicach. Personel w/w zakładu to troje lekarzy/ w tym jedna koleżanka –starsza o kilka lat/ , dwóch techników , dwóch kierowców ,pracownik administracyjny /sekretarka/ i sprzątaczka –wszyscy sympatyczni. Bez zbędnych ceregieli dostałem dwa kwitariusze-kredytowy i gotówkowy z poinstruowaniem do czego
Po prostu bułka z masłem ,ale jak to się ma do chleba naszego powszedniego ?
Ranek, wczesna wiosna , prozaiczne zgłoszenie – nie mogą wycielić jałówki bo idą dwa cielęta na raz i coś jest z tymi cielakami nie tak. Prawdopodobnie trzeba będzie wykonać cesarkę. Takie coś to przecież dla mnie bułka z masłem i nic tylko jechać i po prostu zrobić. Pewnikiem cesarka nie będzie potrzebna , a bliźniaczy poród należy do łatwiejszych, tylko
Do lasu na grzyby.
Umówiłem się ze swatową – zapaloną grzybiarą ,że kiedyś zabierze mnie w miejsce gdzie ona zbiera grzyby. Rzecz taka wśród grzybiarzy nie jest wcale taka oczywista bowiem rzadko który dzieli się tą informacja z innymi. W któryś piątek póżego lata 2023 roku, telefon od swatowej z pytaniem jedziesz na grzyby ,rosną prawdziwki. Mnie w to graj ,mam wolne i umawiamy
DUCHY NAPRAWDĘ SĄ I POTRAFIĄ POKAZAĆ SIĘ W NAJBARDZIEJ DZIWNYM MOMENCIE i FORMIE.
Stan wojenny , zima , noc, dyżur . Zgłoszenie do chorego konia. Zgłoszenie jakich wiele więc nie zapadło w pamięć. Ze zgłoszenia trzeba wrócić do domu , a to już całkiem inna sprawa. Jadę służbową Syrenką R 20 więc na pace wiozę wiatr. Ciemno jak cholera bo niebo zaciągnięte chmurami ,a śnieg pada tak mocno jakby w niebie jakiś nadgorliwiec
Gazdujący juhas, a może bukszpanowe nemezis.
Pana Stanisława poznałem ,gdy zacząłem wykonywać badania monitoringowe zlecone przez powiatowego. W papierach figurowało ,że pan ten ma stadko kóz w pod gorlickiej wsi Bielanka . Na wszelki wypadek zadzwoniłem pod podany w rejestrze nr. telefonu i zaawizowałem swoją obecność następnego dnia – tak koło południa. Miejscowość oczywiście znałem. To położona w górach niewielka łemkowska wioska , gdzie masywy górskie
Dziekanka, dziekanka i… niespodzianka. Długo studiował, zostanie więc naukowcem…
Uff… Udało się! W 1984 r. nareszcie skończyłem studia. Obijałem się na nich od roku 1977 – rok studiów i co sześć miesięcy urlop: dziekański, potem zdrowotny, znowu dziekanka. Bo pracowałem w Niemczech i tak to leciało – wesoło i dostatnio. Ale do rzeczy. Indeks, karta obiegowa, biegam po katedrach, zbieram podpisy, już jestem jedną nogą na mecie, a
Kto dwa razy pyta – rzadziej błądzi. To nie tak miało być…
Właśnie w telewizji profesor Miodek tłumaczy, jak należy się poprawnie wysławiać po polsku, czym są wyrazy bliskoznaczne, w jakich wypadkach można się nimi posługiwać. Na ten temat mam nieco swoich doświadczeń. Wielokrotnie zastanawiało mnie, jak to jest, że ludzie używają różnych nazw do określenia tej samej rzeczy lub czynności. Czasami jednak do określenia różnych rzeczy bądź czynności używa się
Nowa lecznica
Początek lata. Jadę razem z dyrektorem najnowszym, jakiego otrzymała nasza firma, Fiatem. Szybkościomierz stale oscyluje wokół dziewięćdziesiątki. Szybkość i wygoda! Maszyna przyśpiesza lub zwalnia w zależności od sytuacji na drodze. – Skoro się zdecydowałeś na Aleksandrów, to sprawa załatwiona – nowy dyrektor z przyjemnością prowadził służbowego fiata. – Mają tam chłopaki swoje niedociągnięcia, ale, ogólnie rzecz biorąc, jest to porządna
Przerwana rodzinna wyprawa na zakupy. Jedynie mokasynków mi szkoda
Bywa, że pada deszcz, gołymi gałęziami targa porywisty wiatr. Barowa pogoda, właśnie ona skłania do takich myśli, bo życie jest trywialne. Ginie rozdział między bytem i niebytem, brudem i czystością, z potem na skroniach przeplata się pusty śmiech. Dla jednych to dzień powszedni, dla innych egzotyka, surrealizm. To, co opisałem stanowi typowy przypadek „męki reportera”, bełkot przeznaczony do kosza.
Czego się nie robi dla nauki… W roli psa Pawłowa
W młodości miewałem dolegliwości gastryczne, z czasem odczuwałem coraz poważniejsze dolegliwości wrzodowe. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte to czas, kiedy lekarstw na tego typu schorzenia było mało, a jeżeli ktoś chciał, było go stać i miał możliwości, to sprowadzał lekarstwa z zagranicy. W komunie skutecznych specyfików nie było, jednak „zgniły” Zachód takie leki miał – i to całkiem skuteczne. Próbowałem